Bywa, że przypadkowość może zaskakiwać i powodować pozytywne emocje. Z takim oczekiwaniem wyruszyliśmy wielkim autokarem po krętych dróżkach, by nasycić swe oczy urokiem podkrakowskich okolic.
Lanckorona to niezmiennie senne o poranku miasteczko, gdzie z każdej witryny spoglądają anioły. Zaklęte w swej przeszłości pochylone domy z bali skrywają wiele tajemnic. Tam można poczuć się jak w minionych latach, zwłaszcza wtedy, gdy oddycha się wonią kadzideł przytulnego kościoła. Historię tego miasteczka od czasów królewskiego założyciela przybliżył nam z pasją towarzyszący nam znany historyk.
Stryszów nas zaskoczył dworem Lubieńskich ukrytym wśród drzew będącym obecnie częścią dóbr wawelskich. Imponujący zbiór mebli, obrazów i wielu pięknych przedmiotów, sympatyczna atmosfera odbiegająca od typowych muzeów była miłym zaskoczeniem. Polecamy to miejsce wszystkim pragnących odetchnąć spokojem wśród zieleni i historii.
Jezioro Mucharskie wypełnione milionami metrów sześciennych wody płynącej z gór wreszcie doczekało się końca budowy. Intensywne prace przygotowujące nabrzeże do rekreacji zapraszają rodziny w sezonie letnim. Dozwolona żegluga i wiosłowanie niedozwolona na wielu podobnych zbiornikach(np. w Dobczycach) kuszą i zapraszają.
Zamek w Suchej Beskidzkiej to obiekt przypominający wielością krużganków Zamek w Niepołomicach. Tutaj nasz Przewodnik dał nam długą lekcję historyczną. A my już nie mogliśmy się doczekać obiadu w historycznej karczmie Rzym, gdzie żurek z obfitą wkładką i suropiek suski podreperowały nasze siły i rozgrzały na powrotną drogę.
Czasem warto zobaczyć coś zupełnie nowego, mniej popularnego, dającego satysfakcję z odkrywania perełek tak niedaleko położonych.
Z przyjemnością i doznaniem zadowolenia opisała wycieczkę
Lucyna Jakubowska
